Dranie w korporacji

Wiele małp alfa zaaprobowałoby takie drańskie metody, a niektóre z nich są na listach płac korporacji z listy Fortune 500. Zwykle jednak wolą nie mówić głośno o strategicznej wartości bycia draniem. Wiedzą, że gdy ktoś się tym chwali, jak „Piła Łańcuchowa” Al Dunlop, często kończy poćwiartowany właśnie tym narzędziem. Zdają sobie również sprawę, że złe zachowanie jest sprzeczne z oficjalną polityką korporacji, nawet jeżeli szefowie milcząco je tolerują, o ile tylko wyniki finansowe są dobre. Niezależnie od oficjalnej kultury organizacji, zwolennicy pierwotnego stylu demonicznego samca często awansują, a ich sympatyczni koledzy zostają na dole.

Przykład? Pod koniec lat osiemdziesiątych pierwszy wiceprezes pewnej amerykańskiej firmy telekomunikacyjnej zrobił tak duże wrażenie na jednym ze współpracowników, iż ten nie zawahał się stwierdzić, że „to największy cham i dureń, jakiego spotkałem w korporacyjnym światku. Lubił zaczynać każdą rozmowę od szyderstwa i obrazy – zapewne miało to być przypomnienie, że to on jest ważny, a nie ty. Nawet gdy sam kazał sekretarce cię zawołać, na początek pytał «po co tu przyszedłeś?» […] Jeśli natomiast to pracownik miał nieszczęście prosić o spotkanie, wiceprezes odwracał się do niego plecami, udawał, że robi coś pilnego na komputerze, a jednocześnie pytał «Czy wiesz, ile firmę kosztuje ta rozmowa?». Rzecz jasna miał na myśli swoją pensję, a nie to marne kieszonkowe, jakie dostawali inni”.

„Pracownicy głośno żartowali, że porządek każdego spotkania musi uwzględniać kwadrans na grę w dominację. Wiceprezes do spraw sprzedaży kiedyś (prywatnie, oczywiście) powiedział: «Jezu, chyba wolałbym, żeby od razu na mnie nasikał i szybciej z tym skończył»”.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>