Siła naśladownictwa – kontynuacja

Naśladownictwo jest jednym z najbardziej podstawowych impulsów biologicznych: i zarazem najbardziej niedocenianych. Chcemy być tacy, jak inni, a przynajmniej tacy, jak ludzie, których uważamy za pokrewne dusze. Dlatego prawnicy korporacyjni ubierają się tak jak inni prawnicy korporacyjni, a anarchiści jak inni anarchiści. Z tego samego powodu reporterzy to na ogół flejtuchy, zwolennicy owej bardzo wyrafinowanej elegancji, jaką każdemu strojowi nadają ślady popiołu z papierosa. Wychodzimy ze skóry, żeby stworzyć okoliczności, w których możemy naśladować innych. Jak inaczej wyjaśnić takie dewiacyjne rozrywki, jak tańczenie gęsiego na firmowym pikniku? Jak inaczej zrozumieć szczególną przyjemność, jaką robotnikom w Pekinie sprawia wspólne ćwiczenie tai-chi przed poranną zmianą?

Siła naśladownictwa jest ogromna i ma wielkie znaczenie adaptacyjne. Obserwując ludzi w otoczeniu, uczymy się, jak wykonywać swoje zadania i jak się zachowywać, żeby pasować do grupy i nie zostać na marginesie. W czasie długiej historii życia plemiennego odmowa podporządkowania się lokalnym zwyczajom oznaczała szybką śmierć. („Patrz, stary, ten dziwak nie chce pomalować twarzy na niebiesko. Rzućmy go na pożarcie wilkom!”) Dobór naturalny postarał się zatem, że konformizm i społeczna mimikra zostały zakodowane w naszych genach. Specjalne komórki w mózgu, zwane neuronami lustrzanymi, pomagają nam nieświadomie naśladować innych i równocześnie dzielić ich emocje. Nawet nie zastanawiamy się nad praktycznym sensem takiego postępowania: naśladownictwo sprawia nam przyjemność. Robienie tego samego, co inni, wywołuje pomruk zadowolenia w jakichś zakamarkach naszych umysłów.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>